--------------------------
Nowy Ruch Liturgiczny
-----
SUBSKRYBUJ!
-----
--------------------------
GDZIE I KIEDY JEST MSZA ŚWIĘTA?
--------------------------
CZYTANIA NA DZIŚ
--------------------------
gloria24.pl
--------------------------
sondy Czy chciałbyś uczestniczyć w tzw. Mszy Trydenckiej?
Oczywiście! Jest to bardzo piękna liturgia.
To na Tradycji Kościoła powinniśmy budować nasz kontakt z Bogiem.
Tak.
Po co, skoro nic z tego nie rozumiem?
Nie wiem.
A co to jest "Msza Trydencka"?
Nie.
Taka Msza jest ważna?!

--------------------------
Aktualny PageRank strony liturgia.ovh.org dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO
Ranking stron internetowych, dobre, fajne, najlepsze strony www, darmowe statystyki
Ranking Stron Ministranckich
Ranking Stron Katolickich
topAPOSTOŁ - ranking stron chrześcijańskich
Toplista Tradycji Katolickiej

ŚWIADECTWO NAWRÓCONEGO KATOLIKA - TRADYCJONALISTY

Uważam się za katolickiego tradycjonalistę i uczestniczę w Mszach świętych w klasycznym rycie rzymskim tzw. trydenckim. Ma to przyczyny nie tylko estetyczne ceremoniał, łacina czy nawet dotyczące samej liturgii, która jest dla mnie przeżyciem duchowym znacznie większym niż nowa Msza, ale też światopoglądowe - odpowiada mi twarde i surowe przedsoborowe podejście Kościoła do wielu spraw. Pozostaję jednak w pełnej łączności z Rzymem. Akceptuję, że nasz Jeden Kościół bogaty jest mnogością różnych ruchów i różnych społeczności, ale oczekuję od innych katolików choćby minimum tolerancji dla moich przekonań. Jestem zwolennikiem wolności słowa oraz osobą otwartą na dialog z wyznawcami innych religii i osobami niewierzącymi, jednak zastrzegam sobie prawo do kasowania wpisów w sposób niemerytoryczny atakujących chrześcijaństwo i katolicyzm oraz wpisów obnażających brak kultury osobistej ich autorów.

Dlaczego Msza Trydencka?

Jak zapewne czytelnicy mojego bloga wiedzą (a jeśli nie, to tu mogą się dowiedzieć) mam za sobą okres buntu i praktycznego odejścia od Kościoła katolickiego. Nie chcę w niczym umniejszać swojej winy - znalazłem się wszak wtedy na skraju faktycznej apostazji, jednak wydaje mi się, że w całym tym zamęcie Bóg cały czas mnie prowadził - i sprawił, że mogłem powrócić do Jego Kościoła, co było już decyzją dojrzałą i świadomą (refleksjami na temat powrotu do Kościoła dzielę się z kolei tutaj). Mój powrót do Kościoła był procesem długim i stopniowym, pełnym wielu przeżyć duchowych i intelektualnych refleksji - nie wszystkie jeszcze tutaj opisałem, być może zrobię to w przyszłości. Warto zaznaczyć, że od razu po ostatecznym sfinalizowaniu tego powrotu, uczęszczać zacząłem na Msze święte w klasycznym rycie rzymskim tzw. trydenckie. Na Novus Ordo Missae także zdarzało mi się chodzić, ale raczej z konieczności wtedy, kiedy nie mogłem uczestniczyć w Tridentinie. Wdzięczny jestem Bogu, że skarbiec "starej" liturgii stanął przede mną otworem.

Ktoś mógłby spytać - co niby podoba mi się w "starej" Mszy? Czy nie przeszkadza mi, że jest sprawowana po łacinie i "tyłem do wiernych". Otóż - zupełnie mi nie przeszkadza. Łacina jest pięknym językiem. Nie jest prawdą, że jej zastosowanie w liturgii uniemożliwia świadomy udział we Mszy. Wszak każdy może zaopatrzyć się w mszalik, gdzie ma wszystkie teksty mszalne przetłumaczone na język polski! Użycie w liturgii "martwego" języka ma swój sens. Niebywale podbudowuje sferę sacrum, daje do zrozumienia, że uczestniczymy w czymś niezwykłym. Świadome uczestnictwo we Mszy trydenckiej zawsze jest wielkim przeżyciem duchowym, nie jest tak, że na Mszę udajemy się z braku innych zajęć. Bogata ceremonia i właśnie użycie łaciny pozwalają nam skupić się na sferze sacrum, dają nam świadomość, że znajdujemy się w przedsionku innej, lepszej rzeczywistości.

W zglobalizowanym świecie użycie łaciny zyskuje też kolejny atut, czysto utylitarny - proszę sobie wyobrazić, że obowiązki służbowe rzucają nas np. na Węgry. I jak spełnić obowiązek obecności na niedzielnej Mszy, nie znając języka narodowego, w którym jest odprawiana.

Ksiądz stojący tyłem do wiernych? Ale za to przodem do tabernakulum! Na Mszę nie przychodzę spotkać się z księdzem, ani podziwiać jego talenty showmańskie. Na Mszę przychodzę, by spotkać się z Bogiem. Nie interesuje mnie ksiądz. Interesuje mnie Jezus Chrystus i Jego Ofiara na krzyżu. Jest to kolejny atut Mszy trydenckiej - to liturgia bardzo teocentryczna, pozwalająca w lepszym moim zdaniem stopniu niż NOM skupić się na podstawowych prawdach naszej wiary.

W wyniku następstw posoborowej reformy liturgicznej, sytuacja tak liturgii klasycznej, jak i środowisk do niej przywiązanych nie zawsze była godna pozazdroszczenia. Na szczęście 7 lipca AD MMVII stało się to, na co wielu czekało od dawna, a w co niektórzy zdążyli już wątpić - Ojciec Święty Benedykt XVI wydał motu proprio Summorum Pontificium. Dokument "uwalniający" Mszę świętą w rycie klasycznym, funkcjonującą odtąd jako forma nadzwyczajna rytu rzymskiego, wszedł w życie 14 września ubiegłego roku. Wreszcie, Msza trydencka z całym swoim bogactwem odzyskała należne miejsce w Kościele, każdy zwolennik nowego rytu musi przyznać, że osoby przywiązane o rytu starego są takimi samymi katolikami jak on, nikt już nie może zarzucić tradycjonalistom "sekciarstwa". Wprawdzie episkopaty niektórych krajów, w tym także niestety Episkopat Polski, niepomne zasady Roma locuta, causa finita zdają się ignorować, czy wręcz sabotować decyzję Ojca Świętego i nadal utrudniają wiernym dostęp do Mszy klasycznej, to jednak sytuacja środowisk przywiązanych do Tradycji ulega stopniowej, acz znaczącej poprawie.

W ostatnim numerze "Christianitas" zapoznać się mogliśmy z dossier poświęconym "Ratzingerowskiej drodze do Summorum Pontificium". Lektura wypowiedzi obecnego Papieża uświadamia nam czym jest Tradycja - rezultatem organicznego rozwoju Kościoła. Obdarzeni żywą Tradycją nie musimy, niczym bracia odłączeni, bawić się w swoistą archeologię biblijną i próbować na siłę dostosowywać wszystko do tego, jak (według naszych domysłów) robili to pierwsi chrześcijanie - byłby to krok do tyłu. Ale antytezą organicznego rozwoju są też rewolucyjne zmiany - a takie niestety miały miejsce w wyniku posoborowej reformy liturgicznej. Żeby nie było wątpliwości - jak najbardziej uważam NOM za ważną katolicką Mszę, zaś godnie odprawione Novus Ordo jak najbardziej może w moim mniemaniu być wielkim przeżyciem duchowym. Problem jednak w tym - w Polsce sytuacja nie przedstawia się jeszcze tak katastrofalnie, jak gdzieniegdzie na świecie - że z godnością owego odprawiania różnie bywa. Księża w sposób nieraz zadziwiający udziwniają liturgię, starając się przyciągnąć do swych kościołów jak najwięcej ludzi. Zwolenników Mszy trydenckiej nieraz oskarża się o to, że przywiązują zbyt wielką wagę do formy, a nie do treści. Jednak to właśnie w takich, co bardziej udziwnionych NOMach trudno dostrzec to, co jest oczywistością dla każdego świadomego uczestnika Tridentiny - Msza to nie jest show księdza, tylko spotkanie z Jezusem Chrystusem.

Drodzy zwolennicy nowego rytu Mszy - o ile tacy mnie w ogóle czytają i dotarli aż do tego miejsca w lekturze wynurzeń "przedsoborowego" "sekciarza". Apeluję do Was o odrobinę tolerancji i zrozumienia - w końcu jesteśmy jednym Kościołem Powszechnym i zwolennikami dwóch form jednego rytu liturgicznego.

Płakałem

Uczestnicząc w niedzielę we Mszy świętej - jak zwykle w klasycznym rycie rzymskim, bowiem od pewnego czasu mam możliwość uczestniczyć w niej, co tydzień i nie muszę już chodzić na NOM - naszła mnie refleksja, że na NOMie nie potrafiłbym się już odnaleźć. Żeby mnie tu zaraz novusowcy nie zgromili - nie, nie uważam, że Novus Ordo nie jest ważną Mszą katolicką. Ale dla mnie moją niedzielną Mszą świętą jest Tridentiny - nie tylko dlatego, że się do niej przyzwyczaiłem. Także dlatego, że "stara" liturgia stała się dla mnie ożywczym zdrojem. Żaden, najlepiej nawet odprawiony, NOM nie byłby w stanie zastąpić mi Mszy trydenckiej.

Wiem doskonale, że obrzędy Mszy trydenckiej zostały ostatecznie skodyfikowane dopiero na Soborze Trydenckim, a i przed reformą liturgiczną po Vaticanum II ulegały one pewnym zmianom, ale był to rozwój organiczny. Uczestnicząc we Mszy w rycie klasycznym czuję jedność z wiernymi z przestrzeni dwóch tysiącleci. Mam świadomość, że wszyscy oni modlili się tymi słowami, co ja. Czuję się częścią Kościoła świętego. Odmawiając Credo czuję "świętych obcowanie", o którym mowa w tej modlitwie.

Niektóre nieczułe na piękno starej liturgii osoby, zarzucają jej zwolennikom, że są przede wszystkim estetami. Że w Tridentinie pociąga je po prostu bogaty rytuał. Nie jest to prawda. Oczywiście, jest to liturgia bogata, jednak jej bogactwo nie jest celem samym w sobie. Jest to tylko środek do celu, którym jest pełniejsze i godniejsze przeżycie przez nas Ofiary Pańskiej.

Przystępując w pierwszą postną niedzielę do sakramentu Eucharystii miałem po raz kolejny okazję rozważać krzyżową mękę Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Dziękować mu, że wziął na siebie zapłatę za moje winy, że umarł za mnie. Po raz kolejny uświadomić sobie, jak słaby i grzeszny jestem. I dziękować Panu, że On wszystkie moje grzechy mi wybaczył. Za to, że mnie kocha.

Kiedy modliłem się po komunii, z moich oczu płynęły łzy. Czy komuś zdarzyło się to na NOMie?

----------

Blog, na którym możemy śledzić na bieżąco „zapiski papisty“: Wejdź!

Autor: Michał Gadziński

Design by flankerds.com